piątek, 15 lipca 2016

Od Rose do Kaspra

Kasper ruszył gwałtownie, przez co uderzyłam głową o oparcie fotela przede mną, tak mocno, że straciłam przytomność.
***
Kiedy się obudziłam leżałam na wielkim łóżku, nad nim wisiał ciemny baldachim. Pomieszczenie było ciemne, nie było tu w ogóle okien. Jedna drzwi. Podeszłam do nich i chciałam wyjść. Zamknięte, zaczęłam szarpać za klamkę, na darmo. Nagle się otworzyły, a raczej ktoś je otworzył. Dean.
- Już się obudziłaś. Przepraszam, nie chciałem, żebyś się poobijała w samochodzie, ale spieszyłem się. -przejechał delikatnie palcami po moim ramieniu- Już się lepiej czujesz? -pochylił się nade mną, tak, że czułam na sobie jego oddech.
- Odsuń się! Gdzie Ty mnie wywiozłeś? Gdzie jest Kasper? -chciałam go odepchnąć, ale on to zrobił.
Upadłam na ziemię. Chłopak trzasnął drzwiami i zamknął je na klucz od wewnątrz.
- Sory, ale pierwsza się na mnie rzuciłaś.
Podszedł do mnie i chciał pomóc mi wstać, ale nie sama sobie dałam radę. Zaśmiał się i pokręcił głową.
- Usiądź.
- Nie.
- Słuchaj, nie zrobię Ci krzywdy, na razie...no może rano, ale teraz muszę się zająć kimś innym. -uśmiechnął się i pocałował mnie szybko w policzek.
Odepchnęłam go od siebie z obrzydzeniem.
- Dobra, ale nie wywiniesz mi się. -uderzył mnie w twarz i wyszedł.
Zaczęłam płakać.

Kasper?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon
©Sleepwalker
WS