niedziela, 17 lipca 2016

Od Rose do Kaspra

Pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do środka.
Alice już spała, po cichu poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic.
-Rose? -usłyszałam gdy kładłam się do łóżka.
- Tak?
- Już wróciłaś? -powiedziała z lekkim oburzeniem.
- No  a co mam wyjść?
- Nie, to opowiadaj. Jak było, zrobiliście to? -od razu się ożywiła.
- Hehm...a ty tylko o tym?
- No a o czym? ... No mów jak było?
- Nie zrobiliśmy tego o czym myślisz, to była po prostu najcudowniejsza randka, bez żadnych takich. I to dobrze też świadczy o nim.
- Taa, jedyne co o nim świadczy...że nic w spodniach nie ma. Tyle. -zaczęła się śmiać.
- Zaglądałaś? -warknęłam.
- Rose, mieliście idealną okazję, jak podejrzewam, a on nic? Ciota.
- Przestań!
- Alex to przynajmniej...
- Ile razy Cię przeleciał? Długo się nie znaliście, a już na drugi dzień...skończyliście w namiocie. Nie uważasz, że tak nie powinno być. A co jak się Tobą znudzi?
- Wyjdź! Wyjdź z tąd! Nienawidzę Cię!
Widziałam, że w jej oczach zbierają się łzy. Miałam na sobie spodenki od piżamy i bluzkę z krótkim rękawkiem, ale nie chciałam już tu być. Wyszłam trzaskając drzwiami i wybiegłam z hotelu. Na moje nie szczęście zaczęło padać, nie nie zaczęło LAĆ. Popłakałam się i uklęknęłam, zakrywając twarz dłońmi.
***
Nie mogłam tutaj zostać, do hotelu nie wrócę...postanowiłam pójść do Kaspra.
***
Zadzwoniłam do drzwi. Długo czekałam, aż ktoś otworzy. No tak jest środek nocy...

Kasper?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon
©Sleepwalker
WS